Imię i nazwisko: Jacek Bonecki

Dziedzina: fotografia podróżnicza

Kontakt: boneckiphotography

Fotograf, popularyzator fotografii, operator filmowy, producent telewizyjny i dziennikarz. Swoje filmowe rzemiosło doskonalił na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Z równą swobodą porusza się w fotografii podróżniczej, dokumentalnej, motoryzacyjnej oraz reklamowej. Jest ambasadorem Fujifilm, a do jego ulubionych aparatów należą modele X-T20, X-T2 oraz GFX 50S.
Ma na koncie nie tylko kilkaset produkcji telewizyjnych, lecz także liczne wystawy fotograficzne w Polsce i za granicą — m.in. w Paryżu, Berlinie, Londynie, Göteborgu, Kijowie i Charkowie.

Jesteś pierwszym fotografem, z którym podjęłam współpracę w ramach promocji marki EIZO. Jak to w życiu bywa, zrządzenie losu, a raczej wspólna znajoma Ola (którą pozdrawiamy) doprowadziła do naszego spotkania. To był jakiś… 2010 rok? Zrealizowaliśmy razem sporo świetnych warsztatów w Galerii EIZO, a potem outdoorowych. Co się u Ciebie zmieniło od tamtego czasu?

Tak, to było dawno — czas naprawdę pędzi. I oczywiście pozdrawiamy Olę. Co się zmieniło? Paradoksalnie wszystko i nic. Nadal fotografuję, podróżuję po świecie i wciąż czerpię ogromną przyjemność z pracy z aparatem. To się nie zmieniło.

Na pewno jednak stałem się bardziej dojrzały. Z biegiem lat trochę uciekło ze mnie tego szalonego entuzjazmu, pojawiło się więcej spokoju i wyciszenia. Patrzę na świat chłodniejszym okiem, jestem też bardziej „poskładany” jako człowiek. Czy to pomaga w twórczości? I tak, i nie. Czasem tęsknię za tamtymi zwariowanymi latami, ale dziś z kolei mam większe doświadczenie i świadomość warsztatową.

Jestem mniej analogowy, bardziej cyfrowy — choć ostatnio coraz częściej wracam do filmu. Więc może jednak wszystko zatacza krąg.

fot. Jacek Bonecki
fot. Jacek Bonecki

To pewne, że jesteśmy innymi ludźmi niż 10 czy 20 lat temu. Doświadczenia kształtują nas, rozwijają. Jak to się odnosi do Twojej działalności fotograficznej? Czy po tylu latach pracy jest miejsce na rozwój?

Tak jak wspomniałem, cały czas się rozwijam i poszukuję nowych inspiracji oraz rozwiązań. Czasem sięgam w przyszłość, eksplorując to, czego jeszcze nie doświadczyłem, a czasem wracam do dawnych pomysłów — ale patrzę na nie z nowej perspektywy. Dzięki temu nawet stare rozwiązania nabierają świeżości, jakby zostały wyjęte z zamrażarki i ożyły na nowo.

Nieustannie się uczę. Paradoksalnie, w sensie dosłownym i przenośnym, pogłębiam swoją wiedzę — między innymi, zapisując się ponownie na studia. Chcę się rozwijać i zdobywać kolejne doświadczenia. Uważam, że nie można spocząć na laurach ani się zatrzymać, bo w świecie, który tak szybko pędzi, oznaczało by to cofanie się. Trzeba być cały czas na fali, poszukiwać nowych technik i nowego spojrzenia na rzeczywistość.

 

 

fot. Jacek Bonecki

W odróżnieniu od większości fotografów, których znam, masz wykształcenie kierunkowe, jesteś po szkole filmowej. Co Ci to dało? Czy uważasz, że masz przewagę nad tak zwaną „konkurencją”?

Szkoły filmowe to moim zdaniem najlepsza forma edukacji artystycznej. Po pierwsze, oferują specyficzny, bardzo praktyczny model kształcenia — inny niż większość szkół artystycznych. Po drugie, mają znakomitą kadrę: ludzi z dużym doświadczeniem zawodowym, zarówno w obszarze komercyjnym, jak i artystycznym.

Ważna jest też atmosfera — twórcza, inspirująca, sprzyjająca wymianie myśli. Ogromnym atutem jest również zaplecze techniczne: możliwość pracy z profesjonalnym oświetleniem, aparatami, kamerami. Szkoły filmowe uczą szerzej niż sama fotografia. Dotykamy tam montażu, dźwięku, muzyki, pracy z aktorem. Ten artystyczny „kogel-mogel” rozwija wyobraźnię i poszerza horyzonty daleko poza czystą fotografię, zarówno konceptualną, jak i artystyczną.

 

fot. Jacek Bonecki

Pytam się o to w kontekście początkujących fotografów, którzy pierwotnie kształcili się w innym kierunku, ale w pewnym momencie życia doszli do wniosku, że ich powołaniem jest fotografia. Czy Twoim zdaniem taka teoretyczna podbudowa, jaką zdobywają studenci szkół artystycznych jest niezbędna, żeby tworzyć coś wartościowego? Innymi słowy, czy sam talent i ujarzmienie technologii wystarcza?

Talent jest ważny, czasem wręcz wystarcza — ale mówię to trochę kurtuazyjnie. Fotografia to sztuka mocno związana z techniką i sprzętem. To nie jest kartka i ołówek, jak w poezji. Tu trzeba panować nad aparatem, optyką, światłem, a potem nad procesem edycji i postprodukcji.

Niezależnie od tego, czy mówimy o analogu, czy o cyfrze, narzędzi i procesów technicznych jest bardzo dużo. Trzeba je rozumieć, żeby świadomie z nich korzystać. Chodzi o to, by to, co w nas powstaje — emocja, obserwacja, impuls — umieć przełożyć na obraz w sposób precyzyjny i intencjonalny.

Świadome użycie środków wyrazu, języka obrazu, pozwala uniknąć przypadkowości. Dzięki temu zdjęcia mogą mieć spójny charakter, konsekwentny styl i właściwą formę dopasowaną do tematu. Talent jest punktem startowym, ale dopiero technika i świadomość tworzą fotografa, który potrafi opowiedzieć historię tak, jak ją czuje.

Bardzo ważna jest też podbudowa artystyczna — znajomość zasad, które od wieków rządzą sztuką. Wrażliwość nie rodzi się w próżni; buduje się ją, czerpiąc z dorobku tysięcy artystów, którzy tworzyli przed nami lub działają równolegle. To właśnie ich doświadczenia i odkrycia tworzą fundament, na którym możemy opierać własne poszukiwania.

Taki kręgosłup artystyczny pozwala nadać sens i formę temu, co nosimy w sercu i w umyśle. Dzięki niemu nasza twórczość ma zakorzenienie, a nie jest tylko emocjonalnym impulsem czy technicznym popisem.

fot. Jacek Bonecki

Wracając do „konkurencji” – czy istnieje takie zjawisko w twojej dziedzinie fotografii? To nie branża ślubna, gdzie trzeba się bić o klienta. Wydaje mi się, że zdjęcia podróżnicze – nawet najlepsze – ciężko sprzedać. A może się mylę?

Fotografia komercyjna dziś to trudny temat — można powiedzieć, że przechodzi kryzys. Z jednej strony bywa dziwnie zdefiniowana, z drugiej w wielu obszarach po prostu zanika. Rynek się zmienił. Jeśli ktoś młody marzy, że utrzyma się z fotografii, powinien się dobrze nad tym zastanowić, bo w erze sztucznej inteligencji i automatyzacji coraz więcej pracy przejmują systemy, które „fotografują” za nas.

Człowiek w tym układzie jest najsłabszym ogniwem — potrzebuje jeść, żyć, zarabiać, a to kłóci się z ekonomią, w której obrazy powstają taniej i szybciej bez udziału fotografa.
 Przyszłość widzę raczej w fotografii kolekcjonerskiej i artystycznej. To sfera, w której nadal liczy się człowiek — jego emocje, indywidualność, wrażliwość. Właśnie tam, w autentycznym kontakcie z odbiorcą i w unikalnym języku autora, wciąż istnieje przestrzeń, której żadna maszyna nie zastąpi.

 

fot. Jacek Bonecki

W swoim życiu przeprowadziłeś setki warsztatów. Wiem, że chętnie się dzielisz ze swoimi kursantami doświadczeniem i wiedzą. Obserwując Cię podczas szkoleń zauważyłam, że chwytając za aparat przechodzisz z trybu „standby” do „full-power” 😉 Co Ci daje praca z ludźmi?

Lubię dzielić się wiedzą — to prawda. Praca z ludźmi jest fascynująca, ale nie polega tylko na dawaniu. Ucząc innych, sam również czerpię od nich bardzo dużo. Jest w tym pewien rodzaj symbiozy i wymiany — coś w rodzaju twórczej przekory.

Warsztaty są dla mnie okazją do wchodzenia w sposób myślenia uczestników, w ich sposób widzenia i fotografowania. To pozwala mi konfrontować ich doświadczenia z własnymi i ciągle się rozwijać.
Kontakt z ludźmi jest dla mnie istotny nie tylko w kontekście nauczania, ale i samej fotografii. Niezależnie od tego, czy kogoś fotografuję, czy prowadzę warsztaty — zawsze towarzyszy temu interakcja, wymiana energii i doświadczeń. Właśnie to sprawia, że fotografia wciąż mnie ciekawi i inspiruje.

fot. Jacek Bonecki

No właśnie, przeglądając przed wywiadem Twoje zdjęcia, zauważyłam, że jest na nich bardzo dużo portretów. Jaką rolę pełnią ludzie w fotografii z podróży?

W mojej fotografii z podróży ludzie odgrywają kluczową rolę. Najbardziej lubię pracować właśnie z nimi, ponieważ ten rodzaj fotografii wymusza bezpośrednią interakcję. Żeby zrobić dobre zdjęcie konkretnej osobie, trzeba najpierw wzbudzić jej zaufanie, symbolicznie „wkraść się” w jej duszę i skrócić dystans. Bywa to trudne, zwłaszcza w egzotycznych miejscach, gdzie jedyną wspólną płaszczyzną komunikacji jest język ciała.

Często na początku spotykam się z niechęcią, lękiem, a nawet agresją wobec aparatu. Jednak małymi krokami, zaczynając od bezpiecznego planu ogólnego, stopniowo zbliżam się z kamerą do portretu. Z czasem fotografuję kolejnych członków rodziny, a nierzadko zostaję zaproszony do ich domu. W ten sposób fotografia staje się nie tylko rejestracją obrazu, lecz także narzędziem poznawania kultury, kraju i ludzi.

 

fot. Jacek Bonecki

Lubię wiele Twoich zdjęć, ale jest jedno, które robi na mnie szczególne wrażenie. Pamiętam, jak opowiadałeś, że powstało ono podczas jednego z południowoamerykańskich Dakarów i nie przedstawia pędzących pojazdów, a grillowane tusze z burzą w tle. Co według Ciebie decyduje o tym, że zdjęcie „działa” na odbiorcę?

Dobra fotografia to taka, która wywołuje emocje. Sprawia, że widz zatrzymuje się przy obrazie, zapamiętuje go i wraca do niego myślami. To właśnie emocjonalny ślad odróżnia zdjęcie poprawne od zdjęcia, które działa.

W fotografii istnieją dwie szkoły: jedni uważają, że najważniejsza jest treść, inni – że forma. Ja jestem zdania, że treść bez formy traci znaczenie. Sama forma potrafi być treścią i często to właśnie ona decyduje o sile przekazu. Nawet najbardziej poruszający temat nic nie znaczy, jeśli został sfotografowany przypadkowo, bez świadomości środków wyrazu.

Klucz tkwi w umiejętnym połączeniu treści i formy. Przykład: podczas realizacji projektu w prowincji Mendoza piekło się kilkaset tusz baranich. Widok i zapach były trudne do zniesienia, całość potęgowała nadciągająca burza. Sama scena była odpychająca, taką ja widziałem przy akompaniamencie pozostałych zmysłów. Dlatego sfotografowałem ją w sposób stylizowany — szerokim kątem, z perspektywy ziemi, z błyskawicą w tle i odpowiednim światłem. Dzięki temu obraz nabrał ekspresji, przywodząc na myśl klimat Beksińskiego. I aby to uzyskać, nie czarowałem w edycji godzinami, tylko leżałem blisko żaru ognia w pokorze całą wieczność. Ale to co doznałem w tym czasie to moje, moje życie, moje ja.

To pokazuje, że fotografia, choć niema i bezwonna, może oddać całą intensywność chwili. Skoro nie mamy zapachu, dźwięku ani temperatury, musimy je „dopisać” formą — światłem, kompozycją, kolorem, perspektywą. Dopiero wtedy zdjęcie zaczyna naprawdę działać na widza.

Jaki walor fotografii jest najważniejszy dla Ciebie, sprawia że zdjęcie się podoba lub nie, że uważasz je za wartościowe lub nie?

Lubię fotografię inteligentną, przemyślaną. Potrafię rozpoznać, kiedy zdjęcie jest wynikiem świadomego działania fotografa, a kiedy po prostu przypadkiem mu się udało. I szczerze mówiąc, nawet najpiękniejsze zdjęcie traci dla mnie wartość, jeśli powstało bezmyślnie, bez intencji.

Cenię, gdy fotograf posługuje się własnym językiem wizualnym — świadomie koduje emocje i znaczenia za pomocą środków wyrazu. Może to być kolor, półtonalność, perspektywa, rytm, światło — lub wszystkie te elementy naraz. Zdjęcie może być kolorowe, a jednocześnie mieć w sobie cechy obrazu monochromatycznego.

To właśnie świadomość i celowość tworzenia są dla mnie kluczem. Fotografia powinna wynikać z myślenia, nie z przypadku.

fot. Jacek Bonecki

Skoro nie angażujesz się zbytnio w edycję zdjęć, to po co Ci monitor graficzny EIZO?

Monitor referencyjny jest dla mnie narzędziem fundamentalnym. Nawet jeśli edytuję niewiele, chcę mieć pewność, że to, co robię, jest wykonane perfekcyjnie.

Po pierwsze — precyzja. Nie pracuję na RAW-ach, więc tym bardziej zależy mi, by widzieć obraz dokładnie takim, jaki jest: by czerwony był rzeczywiście czerwony, a szczegóły w cieniach miały faktyczną głębię, a nie tę, którą podpowiada niedokładny ekran. Dobry monitor to jak kompas — pozwala poruszać się po oceanie fotografii pewnie, a nie „na wyczucie”.

Po drugie — komfort i zdrowie. Po każdej wyprawie przywożę tysiące zdjęć, które trzeba przeglądać godzinami. Wtedy kluczowe jest, by ekran nie męczył wzroku i dawał przyjemność pracy. Fotograf musi dbać o oczy tak samo, jak muzyk o słuch czy piłkarz o kondycję… finansową. Dla mnie monitor to nie luksus, tylko narzędzie, które pozwala pracować świadomie i bezbłędnie.

Dziękuję Ci za poświęcony czas! Jak zwykle z ciekawością wsłuchiwałam się w to, o czym mówisz.

Rozmawiała Karolina Trojanowska

Click outside to hide the comparison bar
Porównaj
Porównanie ×
Porównaj Continue shopping