Imię i nazwisko: Tomasz Czech

Dziedzina: korekcja barwna, kalibracja

Kontakt: deltaze.ro

Tomasz Czech – absolutny pasjonat barw, fan współczesnych konwencji stylistycznych. Na co dzień kolorysta i pipeline supervisor. Członek stowarzyszony Colorist Society International i certyfikowany specjalista Professional Video Alliance. Autor pionierskiej metody zawężania percepcji barwowej dla kolorystów, certyfikowany specjalista DolbyVision, od lat specjalizujący się w korekcji barwnej, dostarczaniu i kontroli jakości projektów w technologiach HDR.

Osoby zajmujące się pracą kreatywną rzadko poprzestają na jednej dziedzinie. Ty miałeś zostać muzykiem… Co poszło nie tak? 😊

Wszystko szło jak najbardziej „tak” i przez wiele lat pracowałem jako muzyk sesyjny. To retusz i korekcja barwna były moją pasją numer 2 🙂 Gdy jednak rodził się mój pierwszy syn uznałem, że jednak chciałbym być częściej w domu niż 1-2 dni w tygodniu. Jako że pracowałem równocześnie w studiu graficznym, nie było to dużym problemem, aby przestawić się w całości na ten kierunek. Muzykuję do dziś, moja żona jest wspaniałą wokalistką, syn perkusistą, a córka śpiewa, tańczy i performance’uje, także nasz dom jest po dziś dzień pełen tańca, muzyki i tej przyjemnej energii każdego dnia 🙂

 

„Rozwój ma swój smak i z czasem masz ochotę na więcej.”

Powody decyzji znamy, ale od grafika do kolorysty ścieżka długa, dla niektórych nie do przebycia. Jak to wyglądało w Twoim przypadku?

Zawodowo pracę w studiu graficznym rozpocząłem od razu po studiach, czyli… w 2008 roku. Aplikowałem wówczas do najlepszego studia graficznego w moim mieście, o jakim słyszałem, a najlepsze słowo wskazywało tylko jeden kierunek – wydawnictwo Koncept. To tam trafiłem na ludzi, którzy momentalnie pokazali mi, co to znaczy widzieć precyzyjnie, rozumieć co trzeba, czuć co ważne i jak wiele korzyści idzie za takim poziomem jakości pracy.  Gdybym trafił wówczas do innego miejsca, raczej nie było by mnie tu dzisiaj 🙂 Fascynacja rosła z każdym dniem i to tam ukształtował się mój najważniejszy fundament rozumienia obrazu, stylu, światła, kompozycji, koloru, ale też technik – tych zawodowych, a nie tych z ówczesnych podręczników dla grafików 😀

Rozwój ma swój smak i z czasem masz ochotę na więcej 🙂 Takim sposobem zacząłem próbować, testować, smakować, świata korekcji barwnej filmu. Zacząłem przenosić moje rozumienie obrazu statycznego na film i okazało się, że szybko pojawiły się zlecenia i to całkiem poważne. Łączyłem to, czego uczyłem się od kolorystów, do których jeździłem na masterclassy (wówczas wyłącznie zagraniczne), to czego uczyłem się od operatorów czy później też kolorystów, z którymi współpracowałem, z tym co wyniosłem od moich mistrzów z Konceptu i nie ukrywam – dawało mi to często bardzo skuteczne efekty. Oglądałem filmy i kopiowałem ich charakter (z resztą robię to po dziś dzień). I tak film po filmie, look po looku. Uczyłem się od tych, których ceniłem najbardziej.

Kolejnym przełomem był nadchodzący wówczas świat HDR. Czekałem blisko 2 lata, zanim DaVinci Resolve, bo już wtedy na nim pracowałem, opublikuje narzędzia dające możliwość dostarczania treści w testowanym wówczas standardzie Dolby Vision. To w tamtym okresie właśnie uznałem, że sonda, której wówczas używałem do strojenia swoich instrumentów (wyświetlaczy/monitorów) jest już za słaba do technologii HDR, a bez pomiarów tego co widzę, nie będę przygotowany na dzień, w którym narzędzia zostaną opublikowane, a ja dołączę do tych szczęściarzy którzy mogą w końcu produkować kontent w tym przełomowym standardzie. I tak zaczęła się moja przygoda z profesjonalnym sprzętem do kalibracji. Od tego momentu każdy film, który pojawiał się w HDRze na Netflix – był przeze mnie mierzony absolutnie, analizowany i testowany. I ponownie – film za filmem, korekcja ćwiczeniowa za korekcją ćwiczeniową. Aż w końcu nadszedł ten dzień. Od tamtego momentu nic już nie było takie samo 🙂

Już wkrótce prowadziłem pierwsze szkolenie z Dolby Vision w Polsce, a niedługo potem, mój przyjaciel i znakomity artysta kolorysta – Konrad Zięcina, zaprosił mnie do wspólnego rozwijania jego Rejbel.Studio – to był kolejny mistrz, z którym wymiana doświadczeń nie miała końca. Latami uczyliśmy się od siebie wzajemnie, wprowadzaliśmy nowe standardy pracy i po dziś dzień każdy nasz telefon może zakończyć się dopiero padniętą baterią 😀

Tak oto w skrócie jesteśmy tu dziś, gdzie już nie zajmuję się wyłącznie na 100% korekcją barwną, ale też zarządzam projektami, pipeline’ami, a w luźniejszych miesiącach znajduję też czas na kalibrację studiów, które mam pod swoją opieką (chodzi o jakość i poprawność toru sygnałowego i obrazu referencyjnego).

 

„Osobiście nie jestem fanem zamykania w definicje tego co organiczne.”

Color grading, korekcja barwna, koloryzacja – czy mógłbyś rozwinąć te pojęcia i wytłumaczyć, co oznaczają?

Osobiście nie jestem fanem zamykania w definicje tego co organiczne. Przez lata widziałem wiele takich przypadków, w książkach, pracach naukowych i zwykle przynosiło to więcej utrudnień niż pożytku. Jeśli chodzi o wymienione określenia to w naszym kraju przyjęło się, że kolorysta wykonuje korekcję barwną filmu. Color grading to popularny termin marketingowy i osobiście nie mam nic przeciwko niemu, podobnie jak do określenia kolor korekcja. Znam kilka historii o rozwoju tych terminów na przestrzeni lat, ale epoka cyfrowa i diametralna zmiana technologii zmieniły znacząco obszar ich znaczeń. Niektórzy mówią, że korekcja barwna to część techniczna, a grading to praca nad tzw. „lookiem”.

Osobiście wszystko to nazywam korekcją barwną, tym bardziej, że najczęściej robię obie te czynności jednocześnie. Ach, jest jeszcze jedno słowo – koloryzacja. To termin częściej odnoszący się do kolorowania zdjęć czarno-białych podczas ich restoracji. Spotkamy się też z nim w branży fryzjerskiej 😀 Koloryzacja to też słowo, które widzę najczęściej strofowane na forach, więc jego bym raczej radził unikać 🙂 Osobiście skupiłbym się na tym co robimy, a nie jak to nazwiemy. W naszym języku przyjął się termin korekcji barwnej i mi on pasuje 🙂

„HDR ustanawia nowe standardy na tak wielu płaszczyznach i zrywa łańcuchy standardów blokujących nas jeszcze z poprzedniego stulecia.”

Co na przestrzeni ostatnich lat zmieniło się w Twojej dziedzinie? Czy w związku z dynamicznym postępem technologicznym zmianie uległo również podejście do koloru?

Przede wszystkim w ubiegłej dekadzie weszliśmy w technologię HDR, której jak wiesz jestem absolutnym fanem. Ustanawia ona nowe standardy na tak wielu płaszczyznach i zrywa łańcuchy standardów blokujących nas jeszcze z poprzedniego stulecia. W końcu! Dziś HDR jest już standardem od wielu lat i coraz trudniej jest znaleźć kogoś, kto nadal ogranicza swoje rozrywki wyłącznie do SDR.
Standardy HDR kierują się jednak zupełnie innymi zasadami, innym myśleniem, inną percepcją, innymi możliwościami kreacji, inną pracą z ekspozycją i światłocieniem na planie, jest to zupełnie inny świat. Osobiście od lat porównuję go do skoku technologicznego jak z obrazu czarno-białego na kolorowy, a Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) zdobył za opracowanie BT.2100 nagrodę Emmy w dziedzinie Engineering, Science and Technology Emmy Award w 2023 roku!

Oprócz tego oczywiście widzimy też stały rozwój konwencji stylistycznych, na których kierunek ma nieodzowny wpływ rozwój nowych algorytmów operowania kolorami oraz narzędzi opartych na nich. Bardzo to lubię w tym zawodzie, bo dzięki temu mamy regularnie jakieś nowe zabawki, pozwalające nam na rozwój nowych smaczków w naszych lookach – mi osobiście daje to ogrom frajdy i satysfakcji.

A czy są jakieś trendy, sezonowe mody w Twojej dziedzinie? Nawet człowiek „nie siedzący w kolorach” widzi różnice w profilach barw produkcji sprzed kilku-, kilkudziesięciu lat. Czy to może związane jest ze zmianami technologicznymi?

Tak, zdecydowanie nowe trendy pojawiają się regularnie. Tu mocno bym oddzielił trendy na YouTube od trendów tworzonych przez wytrawnych artystów, których prace możemy oglądać w najwyższej jakości, dzięki takim platformom jak Netflix, Disney+ itd. YouTube niestety nam nie pomaga w edukacji artystycznej w zakresie obrazu filmowego, ale całe szczęście, widzę też znakomitych artystów młodego pokolenia, którzy kontynuują świadomy i piękny jakościowo rozwój tej sztuki.

Czy osoba zajmująca się color gradingiem musi mieć jakieś specjalne predyspozycje?

Najważniejsza predyspozycja jest chyba wspólna dla wszystkich zawodów – zaangażowanie w rozwój i sumienność treningu 🙂 Oczywiście im więcej człowiek ma w sobie świadomie oglądanych obrazów tym szybciej będzie osiągał znakomite efekty, więc wszelkie szkoły artystyczne dają tu dobry background, ale w dzisiejszych standardach ogromne znaczenie mają też predyspozycje techniczne, bo te wszystkie HDRy, DCP’y i IMF’y trzeba ogarniać często sprawniej niż jasność i kontrast 😉

„Osobiście mam to szczęście, że oprócz korekcji barwnej zajmuję się również kalibracją i dzięki setkom wykonanych zleceń wiem i czuję zakres, w jakim te różnice widzenia występują. Z punktu widzenia korekcji barwnej to niesamowicie cenna wiedza.”

Tak naprawdę każdy człowiek ma inną percepcję, bo mamy różne ilości pręcików i czopków odpowiedzialnych za widzenie, a sam kolor to wytwór naszego mózgu. Jak specjaliści od kolorów sobie z tym radzą? Czy jest jakaś „część wspólna”, przestrzeń która jest postrzegana w taki sam sposób bez względu na cechy osobnicze?

Zdecydowanie każdy człowiek widzi barwy nieco inaczej. To absolutnie naturalne i trzeba to po prostu szanować. Z punktu widzenia technicznego, jeśli jedna osoba widzi przykładowy kolor bardziej magentowo niż druga, to i tak żadne z nich póki co nie ma możliwości, aby się o tym dowiedzieć. Jednakże różnice w tej percepcji zaczynają być momentalnie widoczne w sytuacji, kiedy mamy przed sobą dwie różne od siebie technologie wyświetlaczy. Zjawisko to nazywa się metameryzmem i również musimy to uszanować. Osobiście mam to szczęście, że oprócz korekcji barwnej zajmuję się również kalibracją i dzięki setkom wykonanych zleceń wiem i czuję zakres, w jakim te różnice widzenia występują. Z punktu widzenia korekcji barwnej to niesamowicie cenna wiedza.

Ale jest tu jeszcze jeden aspekt – moim zdaniem absolutnie najważniejszy w tym wszystkim! Otóż każdy człowiek inaczej czuje te same układy i zestawienia barw, palety barwowe i konwencje stylistyczne. To jest dopiero fantastyczny obszar badań! 🙂 Nagle tradycyjne szkoły układów barw tracą całkowity sens, a jak na dłoni pojawiają się zupełnie nowe, niesamowite perspektywy na pracę z klientem i jego percepcją nie tylko techniczną oka i mózgu, ale przede wszystkim emocjonalną.

 

„Kształtowanie nastroju widza to tylko jedno z kilku zadań koloru i nie powinniśmy ich stosować wybiórczo.”

I teraz nieco przewrotnie spytam Cię o to, w jaki sposób poprzez kolory można kształtować nastroje widza.

Kształtowanie nastroju widza to tylko jedno z kilku zadań koloru i nie powinniśmy ich stosować wybiórczo. Zbyt często słyszę tylko ten aspekt wśród innych kolorystów. Utrzymanie konwencji stylistycznej oraz symbolika są równie ważne!! Już Johannes Itten podkreślał nieodzowność tych składników w ubiegłym stuleciu. A naszym zadaniem powinno być sprawienie, aby widz poczuł emocje bohatera, a nie tylko swoje 😉

„W Polsce mamy znakomitych artystów, a styl polskiego koloru zalicza się zdecydowanie do tych wyraźniejszych.”

Jak wygląda rynek pracy w Polsce? Słyszałam, że polscy specjaliści są wysoko oceniani na świecie i wykonują wiele projektów dla zagranicznych zleceniodawców, tak jest i z Twoją firmą, prawda?

U mnie już korekcja barwna zajmuje coraz mniej czasu niestety 🙂 Uwielbiam to, ale rozwojowo już jestem zupełnie gdzie indziej. Prowadzenie projektów, projektowanie pipelinów, ich automatyzacja, QC – to są naprawdę high-endowe rzeczy, które dają mi przeogromną radość każdego dnia 🙂 Owszem – sam też koloruję, ale to już są najczęściej reklamy, a seryjne formy przekazuję moim podopiecznym. Ale tak – w Polsce mamy znakomitych artystów, a styl polskiego koloru zalicza się zdecydowanie do tych wyraźniejszych. Każdy masterclass zaczynam od tego pytania 🙂 Ludzie szukają na youtube, a nie potrafią wymienić ani jednego rodzimego artysty – od tego polecam zacząć 🙂

„Instrumentem artysty cyfrowego jest monitor. Nie komputer czy tablet – monitor.”

Parafrazując klasyka: „my tym wywiadem otwieramy oczy niedowiarkom”. 😊 Czy mógłbyś powiedzieć prosto i dosadnie, dlaczego kalibracja jest konieczna?

Ach, to strasznie smutne, jak bardzo ludzie nie są świadomi znaczenia kalibracji w ich zawodzie. A w fotografii jest jeszcze gorzej, bo u nas w filmie przynajmniej konsekwencje błędów są porządne 🙂

Instrumentem artysty cyfrowego jest monitor. Nie komputer czy tablet – monitor. W sztuce muzycznej, każde dziecko rozpoczynające naukę gry wie, że instrument się stroi, bo to ma wpływ na wszystkie współbrzmienia. Bez względu na to, czy ktoś trenuje latami, czy robi szybki kurs gry przy ognisku – zawsze stroi instrument. W sztuce obrazu cyfrowego jest dokładnie tak samo. Jest tylko jeden absolutny wygląd każdego z kolorów i monitor powinien nam je wyświetlić po prostu prawidłowo. Nie „prawie”, nie „blisko” – po prostu prawidłowo. Tylko tyle i aż tyle.

„Jeśli ktoś nie ma wizji tego, co chce stworzyć, to nie jest mu potrzebny referencyjny monitor, ale nie nazwałbym go też artystą, przykro mi.”

Często słyszę, że kalibracja nie ma sensu, bo klienci i tak będą widzieć różny obraz na różnych monitorach. Ktoś kto mówi takie słowa nie ma nawet świadomości, że obraz robimy taki jakim chcemy stworzyć go my, a nie żeby klienci widzieli go identycznie. To my mamy czuć się dobrze z tym, że kolor skóry będzie na prawdę taki, jakim go widzimy. Jeśli ktoś nie ma wizji tego, co chce stworzyć, to nie jest mu potrzebny referencyjny monitor, ale nie nazwałbym go też artystą, przykro mi. Granie na rozstrojonej gitarze i tłumaczenie, że większość słuchaczy i tak nie słyszy co to za akord, jest dla mnie podobnym poziomem absurdu.

Mało tego! Poprawność wyświetlanych barw to najmniej ważny atut monitora referencyjnego. Prawidłowe barwy to po prostu standard. Ale prawdziwie mocne korzyści zaczynają się dopiero od tego momentu wzwyż! Otóż świadomość tego, że nasz monitor wyświetla kolory prawidłowo generuje taką magię, że mózg natychmiast zaczyna się uczyć tych barw w sposób absolutny i łączyć ich wygląd z ich lokalizacją na scopesach. Natychmiast za tym idzie uczenie się czucia subtelnych odmian kontrastów zakresowych i oczywiście całej pamięci barwowej. To jest to, dlaczego kolorysta widząc nowy look na VOD, siada do konsolety i robi go w sekundę; to jest to, dlaczego kolorysta siada do pracy i koloruje odcinek serialu od A-Z i nie musi poprawiać ani jednego ujęcia, bo od początku widział co robi, a robił dokładnie to co chciał; to jest to, dlaczego widząc fotografa przerzucającego LUTy na fotce, siadam i dwoma ruchami robię to, co ma on na referencyjnym przykładzie. To jest prawdziwa moc kolorysty – jego świadomość widzenia, a nie narzędzi czy technik, a ta zaczyna się dopiero po nabyciu monitora wyświetlającego prawidłowo obraz. Widzę to na każdym moim masterclassie – gdy dochodzimy już do mikro-strojenia looku – natychmiast głos podnoszą tylko Ci, którzy mają referencyjne monitory. Nieświadomi, dopóki nie zwrócę na to uwagi. Tak jest za każdym razem. I gdy słyszę, że referencyjny monitor nie jest niezbędny, to tracę siły, bo nie da się pokazać komuś 15 lat swojego doświadczenia. Najchętniej zaprosiłbym takie osoby do siebie na kanapę podczas korekcji barwnej reklamy, gdzie dziewczyny z marketingu proszą o takie strojenie, jakich nie widzą niektórzy koloryści. Chciałbym pokazać, jakich klientów mają takie studia, jak House of Retouching z Krakowa, Studio Druku Artystycznego z Torunia, czy tacy „ślubniacy” jak Wojtek Chwiećko czy Sebastian Sobolewski z Video Island z Białegostoku. Oni dobrze wiedzą, że już nigdy nie zrobią kroku wstecz z poziomu monitorów referencyjnych, bo to jest zupełnie inna jakość pracy, a za tym idzie zupełnie inna półka klientów.

 

„Naszym zadaniem jako zawodowców pracujących z jakością obrazu jest właśnie widzieć więcej niż klient, aby mieć pełną kontrolę nad kreowanym obrazem i spokój ducha, jeśli chodzi o QC.”

I ostatnie, bardzo prywatne pytanie: Dlaczego EIZO?

Haha… O tym, że „tylko EIZO” słyszałem już od pierwszego dnia pracy w studiu graficznym, 17 lat temu. Ale chciałbym Ci się przyznać, że gdy już sprawiłem sobie porządny sprzęt do kalibracji, wymyśliłem sobie taki cel, żeby pokazać, że inne marki też da się wykręcić znakomicie. Niestety, z każdym kolejnym egzemplarzem przekonywałem się, jaka przepaść dzieli takie marki jak Benq, Asus, czy nie daj Boże NEC, od marki EIZO. To bardzo smutne, ale te monitory nie nadają się do strojenia referencyjnego.

Jeśli słyszę argument, że EIZO jest za drogie, bardzo chciałbym tylko podkreślić, że EIZO to półka jakości obok Flanders, Sony i Dolby, które kosztują wielokrotnie drożej. Benq, Asus czy NEC to półka o wiele wiele poziomów niżej i nie są to monitory referencyjne, czego by nie pisano w ich materiałach promocyjnych. Zapraszam każdego, kto uważa inaczej do rozmowy! 🙂

Pomniejszym argumentem, ale w pracy zawodowej równie ważnym, jest ilość w pełni konfigurowalnych slotów pamięci. Ja do samgo SDRu używam 8 presetów, a do HDRu najchętniej używałbym 12, ale w EIZO można tylko 10, więc już tu mam pewne trudności. Asus i Benq dają możliwość w pełni konfigurowalnej kalibracji tylko 3 profili, więc nawet gdyby nie miały błędów firmware’u, i nawet gdyby miały – już nie mówię tak doskonały jak EIZO, ale chociaż poprawny system kalibracji – i tak wziąłbym EIZO, ze względu na kontrolę slotów pamięci profili kalibracyjnych.
No i stabilność!!!!! EIZO, FSI, Dolby – to są monitory, do których zajeżdżam w studiach, którymi się opiekuję co dwa lata i doskonale wiem, czego się spodziewać – a przesunięcie zastaję mniejsze niż mają kolorymetry bez dostrojenia spektroradiometrem, także na dobrą sprawę – nawet gdybym po tych dwóch latach codziennej pracy ich nie kalibrował to i tak miałbym lepszy wynik niż po kalibracji czystym kolorymetrem takie monitory jak Asus, Benq czy NEC. W ich zaś przypadku daję gwarancję poprawności obrazu na max 2 godziny. Oto kolejny argument, który dyskwalifikuje pozostałych, a EIZO daje Grand Prix. Mógłbym jeszcze powiedzieć, dlaczego wolę 1000-nitowe EIZO niż 2000-nitową konkurencję, ale może już to zostawmy, bo rozpiszę się na kolejne 3 strony 🙂

 

„Jeśli słyszę argument, że EIZO jest za drogie, bardzo chciałbym tylko podkreślić, że EIZO to półka jakości obok Flanders, Sony i Dolby, które kosztują wielokrotnie drożej.”

Zabrzmiało to jak pean pochwalny, ale wiem, że naprawdę tak myślisz. Dziękuję za rozmowę, mam nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy z niej coś wyniosą…

Rozmawiała Karolina Trojanowska

Click outside to hide the comparison bar
Porównaj
Porównanie ×
Porównaj Continue shopping